Bergen-Belsen. Tutaj komory gazowe nie były potrzebne

Dodano 1 października 2014

Około 25 km na północ od miasta powiatowego Celle, znajdującego się w okręgu Hannower, położone jest małe miasteczko Bergen, a 4 km od niego wioska Belsen. Mało kto wiedziałby o istnieniu tych miejscowości, gdyby nie stały się one nie tylko określeniem geograficznym, lecz także symbolem zbrodni, do jakich zdolny był reżim hitlerowski. Tutaj bowiem istniał obóz, który wprawdzie nie nosił nazwy obozu koncentracyjnego, lecz w niczym od obozów koncentracyjnych się nie różnił, czego dowodem jest śmierć dziesiątków tysięcy osadzonych tu więźniów. Głód, brak najkonieczniejszych urządzeń sanitarnych, potworne warunki bytowania i wybuchające w związku z tym epidemie, którym nie przeciwdziałano, jak również sadyzm w traktowaniu więźniów przez personel obozowy-wszystko to w konsekwencji prowadziło do tego samego celu co masowe mordy w komorach gazowych, jakkolwiek nie było ich w Bergen-Belsen.

bergen-belsen-2

Jak doszło do utworzenia tego obozu? Bergen oraz Belsen to miejscowości położone na wschodnim skraju jednego z największych niemieckich poligonów. Jesienią 1935 r. w ramach rozbudowy potencjału militarnego Rzeszy, rozpoczęto tutaj urządzanie ogromnego placu ćwiczeń dla wojska.  Do budowy koszar i wszelkich urządzeń (kin, kasyn, szpitali, warsztatów itp.) ściągnięto robotników z całych Niemiec. Ponieważ nie mogli oni pomieścić się w okolicznych wioskach, wybudowano w odległości 7 km od Bergen szereg drewnianych baraków. Po ukończenie prac i wyjeździe robotników wykorzystano wkrótce puste baraki do przechowywania broni zdobytej w Czechosłowacji, po zajęciu jej zimą 1938/39. Lecz już w 1940 r. po zajęciu Belgii i Francji urządzono tu obóz dla ok. 600 jeńców wojennych z tych krajów. Od 1941 r. do obozu zaczęły przybywać transporty z jeńcami sowieckimi. Umierali tysiącami z wycieńczenia oraz w wyniku epidemii tyfusu brzusznego. Zmarło około 14 tys. jeńców. Ci, którzy przeżyli zostali wysłani latem 1942 r. do pracy. Stalag 311 (XI C) został przemieniony częściowo na obóz szpitalny dla jeńców różnych narodowości, część zaś obozu w początkach 1943 r. została odstąpiona przez wojsko Głównemu Urzędowi Gospodarki i Zarządzania SS.

Wiosną 1943 r. na mocy zarządzenia Reisführera SS Heinricha Himmlera utworzono w Bergen-Belsen „obóz pobytowy” (Aufenthaltslager). Obóz ten różnił się znacznie od pozostałych obozów koncentracyjnych w Niemczech. Był on początkowo przeznaczony tylko dla Żydów, przy czym nie chodziło o ich „likwidację” w ramach całkowitego rozwiązania kwestii żydowskiej w Niemczech. Obóz ten powstał ze względów taktycznych, podyktowanych celami polityki zagranicznej III Rzeszy. W pierwszym rzędzie chodziło o zgromadzenie tu wszystkich Żydów, posiadających obce obywatelstwo państw zaprzyjaźnionych z Rzeszą hitlerowską, lub państw neutralnych, które mogłyby upomnieć się o swych żydowskich obywateli. Drugim powodem była chęć wymiany Żydów, posiadających obce obywatelstwa państw znajdujących się w stanie wojny z Niemcami na obywateli niemieckich internowanych w tych krajach. W pewnym okresie Żydzi, zgromadzeni w Bergen-Belsen byli przedmiotem przetargów tak finansowych, jak i wymiennych. Cała ta akcja była pomyślana z góry jako przedsięwzięcie o relatywnie niewielkich rozmiarach. Planowano umieszczenie w Bergen-Belsen ok. 10 tysięcy Żydów i to głównie z Francji, Belgii i Holandii. Miał to być zresztą obóz przejściowy. Utworzono go na specjalny rozkaz Himmlera, mimo iż stanowiło to wyłom w zasadzie, że Niemcy maja być całkowicie wolne od Żydów i że nie wolno trzymać Żydów w obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec, lecz należy ich przetransportować do obozów do Majdanka lub KL Auschwitz znajdujących się w Polsce. Faktycznie doszło do dwu wymian (do Palestyny wysłano 222 osoby, a do Szwajcarii 136).

Początkowo obóz w Bergen-Belsen nosił nazwę obozu internowanych. Ponieważ jednak w myśl prawa międzynarodowego (konwencja genewska) obozy internowanych musiały być dostępne dla międzynarodowych komisji, które miały prawo je wizytować, do czego jednak Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy nie chciał dopuścić, zmieniono natychmiast nazwę na „obóz pobytowy” (Aufenthaltslager) oraz-jak wspomniano wyżej-oddano go pod zarząd Głównego Urzędu Gospodarki i Zarządzania SS, a nie pod ogólny zarząd obozów dla internowanych. Stąd też obóz ten traktowano prawie tak samo jak każdy inny obóz koncentracyjny z tym, że ze względu na jego cel (wymiana) warunki były nieco łagodniejsze. Mimo to nie było w nim kanalizacji ani wystarczającej ilości urządzeń sanitarnych. Komendantem obozu w Bergen-Belsen z chwilą jego utworzenia wiosną 1943 r. został Adofl Haas były komendant obozu koncentracyjnego w Niederhagen. Od lipca 1943 r. jego zastępcą mianowano Hauptsturmführera dra Siegrfieda Seidla, poprzednio komendanta getta w Theresienstadt.

„Nie było tutaj komór  gazowych. Nie były potrzebne. Selekcja odbywała się za pomocą tyfusu, głodu i pragnienia”

 Z początkiem 1944 r. zaszły jednak nowe zmiany. Główny Urząd Gospodarki i Zarządzania SS, któremu podlegał „obóz pobytowy” w Bergen-Belsen, zainteresowany w niewolniczej pracy więźniów, nie mógł się pogodzić z dotychczasowym charakterem obozu. Postanowiono więc wykorzystać go w inny sposób, przysyłając do obozu chorych i wyczerpanych fizycznie więźniów z innych obozów koncentracyjnych oraz komand zewnętrznych, pracujących w większych przedsiębiorstwach. Po odzyskaniu w Bergen-Belsen pełnej sprawności fizycznej mieli oni być skierowani ponownie do pracy. Obóz otrzymał w teraz w nomenklaturze urzędowej nazwę „obozu rekonwalescencyjnego” (Erholungslager). Trzeba było niesłychanego cynizmu, żeby obóz, do którego kierowano chorych i wycieńczonych ludzi nazwać obozem rekonwalescencyjnym, skoro nie zapewniono w nim żadnych odpowiednich warunków sanitarnych, opieki lekarskiej, a nawet podstawowych warunków bytowych. Odpowiednia nazwa to  obóz-umieralnia (tzw. Vernichtungs- albo Abfertig-unslager).

kramer-josefNajgorsze jednak chwile dopiero nadchodziły. Z dniem 2 grudnia 1944 r. komendantem obozu na miejsce Haasa został Hauptsturmführer Josef Kramer, poprzedni komendant obozu KL Auschwitz, „zasłużony” w dziele mordowania i wyniszczania wszelkimi sposobami tysięcy więźniów w różnych obozach koncentracyjnych, zwłaszcza zaś w uśmiercaniu w komorach gazowych Brzezinki. Kramer dokończył dzieła przekształcenia całego obozu Bergen-Belsen w obóz koncentracyjny. W ciągu trzech miesięcy od 1 grudnia 1944 r. przybyło do Bergen-Belsen około 40-50 tysięcy więźniów ewakuowanych z innych obozów koncentracyjnych. Mimo napływu coraz to nowych transportów, stan liczebny całego obozu od lutego 1945 r. nie uległ większym zmianom. Przyczyną tego była niezwykle wysoka śmiertelność. Około 1000 więźniów dziennie. Dziesiątki tysięcy osób konało w Bergen-Belsen tygodniami w męczarniach i bólach wskutek chorób zakaźnych i głodu. Więźniowie cierpieli jeszcze dodatkowo męki pragnienia-brak wody. Niektórzy pili brudną wodę z basenów przeciwpożarowych, w których pływały trupy.  Baraki, w których przebywali więźniowie, były tak przepełnione, że niemożliwością było się położenie się na podłodze. W pomieszczeniach przewidzianych dla około 100 osób, znajdowało się 600-1000 ludzi. W barakach tych żywi, umierający i umarli leżeli względnie siedzieli obok siebie. Wielu z nich jak również i leżący na podłodze cierpieli na biegunkę, a wyjście z baraku w nocy było karane śmiercią. W barakach panował więc zaduch i brud nie do opisania. Głodowe porcje żywnościowe w okresie 1944 r. w ostatnich trzech miesiącach przed wyzwoleniem uległy dalszemu zmniejszeniu. Na kilka dni przed wyzwoleniem obozu większość więźniów nie otrzymała żadnego wyżywienia. Nic więc dziwnego, że wygłodniali więźniowie dopuszczali się kanibalizmu. Znajdowano na terenie obozu trupy więźniów w wyciętymi udami, wątrobami, odciętymi uszami.

Ale i w najtrudniejszym okresie w ostatnich miesiącach przed wyzwoleniem nie brakowało więźniów , a zwłaszcza więźniarek, pracujących w różnych komandach, które dzieliły się z towarzyszkami niedoli zdobytymi z narażeniem życia okruchami żywności czy ciepłą odzieżą. Nie brak było osób, które z całkowitym oddaniem, nie zważając na swój stan zdrowia, pielęgnowały słabszych od siebie i bardziej od siebie chorych. Wielu z tych, którzy przetrwali zawdzięcza to tym właśnie ludziom. To właśnie dzięki Marii Woron, chora na tyfus Henryka Bartnicka-Tajchert przeżyła Bergen-Belsen. Zachorowała na drugi dzień po wyzwoleniu obozu-16 kwietnia. W tym czasie II Armia brytyjska pod wodzą marszałka Montgomery’ego zbliżała się do poligonu Wehrmachtu pod Bergen-Belsen. Komendant poligonu płk Harries i płk wojsk pancernych Schmidt zwrócili się do dowództwa oddziałów brytyjskich z propozycją oddania obozu bez walki. Niemcom chodziło o to, by w razie walk więźniowie, w większości zakaźnie chorzy, nie wydostali się z obozu i nie roznieśli zarazy po okolicznych miejscowościach. 12 kwietnia 1945 r. ci oficerowie  wjechali na motocyklach, z białymi flagami, na linię frontu , by w sztabie wojsk angielskich, zbliżających się już do Bergen-Belsen, omówić warunki zawieszenia broni. Ustalono, że obszar wokół obozu, o długości 8 km i szerokości 6 km, będzie wolny od działań bojowych. Obóz w Bergen-Belsen miała opuścić załoga esesmańska, a straż mieli pełnić żołnierze Wermahtu, względnie żołnierze węgierscy. Większa część załogi w dniu 13 kwietnia 1945 r. opuściła obóz. Pozostał komendant obozu SS Hauptsturmführer  Josef Kramer, 50 esesmanów i 30 Aufseherin (strażniczek obozowych).

W niedzielę 15 kwietnia 1945 r. w godzinach popołudniowych żołnierze angielscy i kanadyjscy, pod dowództwem generała brygady H.L. Glyn Hughes’a, na podstawie podpisanego rozejmu wkroczyli bez walki do obozu. Straszny widok jaki zastali był dla nich całkowitym zaskoczeniem. W dniu 19 kwietnia 1945 r. aresztowali oni funkcjonariuszy obozu jako podejrzanych o ludobójstwo, oświadczając, że warunki rozejmu ich nie dotyczyły. W KZ Bergen-Belsen zginęło ok. 50,000 ludzi. Mimo wielkich wysiłków aby uratować tych, którzy przeżyli, do końca kwietnia zmarło 9,000, a do końca czerwca jeszcze dalsze 4,000 ludzi.

Źródło: tajchert.w.interia.pl

2 komentarze

  1. Liliana napisał(a):

    Moja mama była tam więziona jako młoda dziewczyna wywieziona z Warszawy. TO BYŁO POTWORNE i TRAUMATYCZNE PRZEŻYCIE RZUTUJĄCE NA JEJ CAŁE PÓŹNIEJSZE ŻYCIE. Tam niszczyli więźniów fizycznie i psychicznie.

  2. Kamila napisał(a):

    BYŁAM TAM W 2015 r,DOZNAŁM SZOKU NA WIDOK ZBIOROWYCH MOGIŁ.NIGDY TEGO NIE ZAPOMNĘ,NIKT NIE POWINIEN ZAPOMNIEĆ,BYLOBY TO GRZECHEM.

    DZIĘKUJĘ,ZA TEN DOKŁADNY MATERIAŁ.

Komentuj...