Czy pojawi się pomnik nagrobny dla ludobójcy z napadu na pociąg w Zatylu?

Czy ambasador Ukrainy w Polsce zażąda odbudowy pomnika nagrobnego dla ludobójcy z napadu na pociąg w Zatylu? 

Informacja ze strony internetowej ambasady Ukrainy w Polsce:

Ukraińcy stawiają jednak warunki na to, by realnym stała się zgoda Kijowa na polskie prace ekshumacyjne w ich kraju. Jak mówi ambasador Deszczyca, minimalnym warunkiem jest odbudowa ukraińskich pomników zniszczonych ostatnio w Polsce, co do których obie strony zgadzają się, że są legalne. Mowa o dwóch miejscach. To Pikulice koło Przemyśla, a także Monastyr, koło Werchraty. Według dyplomaty, odnowienie tych pomników będzie dobrym sygnałem do „rozwiązania kwestii odblokowania prac poszukiwawczych”.  

Problem w tym, że lista nazwisk na pomniku nagrobnym na górze Monastyr nie jest zgodna z nazwiskami osób w tym miejscu pogrzebanych. Na miejscu pogromu czot w Mrzygłodach i Gruszce pochowano 3.03.1945 r. w dwóch mogiłach odpowiednio 34 i 8 zabitych, a ciała 2 dowódców czot w innych miejscach. Na wiosnę 1945 r. te 44 ciała przeniesiono na górę Monastyr koło cerkwi. Spoczęły razem z pochowanym tu wcześniej bojówkarzem SB OUN Osypem Bzdelem. Czotowy Ołeksa Mazur został pochowany w pojedynczym grobie, obok grobu zbiorowego. Osyp Bzdel zginął 2.09.1944 r. we wsi Zanimycja z ręki sąsiada Ukraińca w akcie zemsty za wymordowanie w przysiółku Mrzygłody rodziny ukraińskiej o nazwisku Mota.  

Na pomniku na górze Monastyr sporządzonym w 1993 r. widniał napis:

Tu spoczywa 45 powstańców z sotni „Szuma”, którzy 2 III 1945 roku zginęli za wolność i suwerenność ukraińskiego i polskiego narodu…  

Tylko data i dane liczbowe wydawały się być zgodne ze stanem faktycznym (44 wojaków UPA plus 1 bojówkarz SB OUN Osyp Bzdel). Niestety, budowniczy pomników OUN-UPA Dmytro Bogusz alias Ołeksa Snihur nie poprzestał na tym i umieszczając później 62 nazwiska uczynił ten pomnik symbolicznym, a więc niezgodnym z prawem polskim. Zafałszowanie rzeczywistości polega na bezpodstawnym uznaniu 18 członków UPA przepadłych bez wieści za poległych (mogli zdezerterować lub trafić do sowieckiej niewoli i żyć na wolności po zwolnieniach w latach 1950-tych). Dysponując 44 ciałami członków sotni M-2 ktoś postanowił zbudować pomnik dla 62 osób i dopisać 18 brakujących nazwisk. I ktoś przedobrzył, ponieważ w książce Partyzanckimi ścieżkami z komandyrem Zalizniakiem znalazło się aż 67 nazwisk ludzi poległych rzekomo w Mrzygłodach i Gruszce w dniu 2.03.1945 r. Pięć nazwisk więcej niż potrzebowano – dlatego te nazwiska (Iwan Pyłypcio, Hryhorij Paraljuch, Iwanenio Atanazij, Iwan Panasyk, Mychajło Łewkowycz) są w książce, ale nie ma ich na tablicy nagrobnej. Ponadto wspomniana książka informuje, że rzekomo poległy w Mrzygłodach Wasyl Piddubczyszyn pełnił funkcję buńczucznego sotni M-2 do września 1945 r.  Wydaje się, że miejscowa bojówka SB OUN „Borysa” systematycznie grzebała swoich zabitych na górze Monastyr koło cerkwi, ponieważ oprócz Osypa Bzdela z Mrzygłodów – według byłego nazistowskiego policjanta Kardana – pogrzebano tam bojówkarza SB OUN z Huty Lubyckiej o nazwisku Iwan Kydań. Dlatego jest wysoce prawdopodobne, że dowodzący ludobójczym napadem na pociąg w Zatylu Iwan Pohoryśkyj „Borys” zabity 15.11.1945 r. również jest pogrzebany na górze Monastyr, a nie na cmentarzu w Werchracie.  Nie ma zatem powodów aby wątpić, że pomnik na górze Monastyr jest pomnikiem uczestników ludobójczej „akcji antypolskiej”, w tym niektórych członków bojówki SB OUN odpowiedzialnej za napad na pociąg pod Zatylem w dniu 16.06.1944 r.  Co oznacza, że zacytowany powyżej warunek wyrażenia zgody przez Kijów na polskie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na Ukrainie brzmi – w języku używanym przez zwykłych ludzi – następująco:

Ukraina zgodzi się na ekshumację polskich ofiar, jeśli Polska odbuduje (odnowi) pomniki ich ukraińskich katów, ludobójców. 

Dzięki dobrowolnemu przyznaniu się Petra Chomyna wiadomo już z całą pewnością, że to bojówka SB OUN Iwana Pohoryśkiego dokonała ludobójczego mordu na pasażerach pociągu w dniu 16 czerwca 1944 roku w lesie około 3 km za Bełżcem, w pobliżu wsi Zatyle. Dawni nazistowscy kolaboranci, uczestnicy Holokaustu organizowanego przez nazistów, tworzyli rdzeń bojówki, do której dokooptowano mieszkańców Starego i Nowego Lublińca, Werchraty, Starego Dzikowa oraz innych okolicznych wiosek. Ludobójczy mord miał miejsce w godzinach porannych. Wspomniana wyżej bojówka SB w zmowie z maszynistą parowozu Ukraińcem o nazwisku Zachariasz Procyk ze wsi Żurawne k. Lubyczy Królewskiej zatrzymała pociąg relacji Zamość-Rawa Ruska-Lwów w lesie. Ofiary były pasażerami pociągu, który z około 50 Polakami oraz nieznaną liczbą Ukraińców i jednym niemieckim żołnierzem wyjechał około godziny 7:00 ze stacji kolejowej w Bełżcu w kierunku Lubyczy Królewskiej. Gdyby pociąg nie zatrzymał się, Iwan Pohoryśkyj wydał rozkaz strzelania z całej posiadanej broni w okna wagonu, aby zabić wszystkich. Po zatrzymaniu pociągu BSB licząca od 20 do 30 nacjonalistów ukraińskich ubranych przeważnie w mundury niemieckie (częściowo w ubrania cywilne, w tym kolejarskie) zaczęła legitymować pasażerów, sprawdzając ich narodowość w kennkartach. Polaków oddzielano od Ukraińców. Polskie kobiety i mężczyzn bito kolbami karabinów. Zabijano kobiety i kilkuletnie dzieci. Ciężarną Polkę przybito bagnetami do ziemi, innej rozpruto brzuch i odrąbano dłoń. Kilkuletniej dziewczynce rozbito głowę. Ofiarom odebrano dokumenty, zegarki, pieniądze, kosztowności. Jednak paru osobom udało się ujść z życiem, wbrew temu, co wyznał dobrowolnie uczestnik mordu Petro Chomyn w 1993 roku: „Zlikwidowaliśmy wszystkich”. Wolno puszczeni zostali tylko Ukraińcy i znajdujący się wśród pasażerów żołnierz niemiecki (przypieczętowany libacją alkoholową 18. i 27.04.1943 1943 r. w Uhnowie pakt nazistowsko-banderowski o neutralności obowiązywał!). Po dokonaniu egzekucji pociąg odjechał. Pogrzeby odbyły się natychmiast – 19 ofiar zostało pochowanych w Tomaszowie, 27 w Bełżcu, zostało więc zabitych 46 osób – pięć osób ciężko rannych dogorywało później w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim. Jedna kobieta szczupłej budowy ciała ocalała, ponieważ upadło na nią martwe ciało masywnego mężczyzny. Dwóch mężczyzn ocalało, gdyż jako podejrzani o przynależność do AK nie zostali rozstrzelani natychmiast, lecz uprowadzeni w celu przesłuchania – udało im się zbiec. Jeden z nich nazywał się Jan Steciuk. Ludobójcy, dzięki wysiłkom polskich prokuratorów, przestają być anonimowi, są ujawniane nazwiska, nie tylko pseudonimy nadane przez OUN. Już istnieje, jeszcze niepełna, lista 22 nazwisk członków BSB Iwana Pohoryśkiego. Jako członkowie tej bojówki są podejrzani o popełnienie tej i innych makabrycznych zbrodni – wymordowania niewinnych kobiet, dzieci i mężczyzn, tylko za to, że posiadali dokumenty osobiste z literą P – oznaczającą narodowość polską. Lista została zestawiona na podstawie dobrowolnych wyznań kilku członków tej bojówki i jako taka prawdopodobnie jest prawdziwa, jednak ze względu na czas ich składania (lata 1990-2000) wymaga starannej weryfikacji, ponieważ może zawierać błędy, to nieuchronny skutek upływu czasu i zacierania się szczegółów (nazwisk, pseudonimów, imion, dat, nazw miejscowości, ilości ofiar) w starczej pamięci ludobójców.

Po reorganizacji na przełomie lat 1944/1945 wielu członków BSB OUN „Borysa”, uczestników mordu w Zatylu, przeszło z tej „kuźni kadr” na inne stanowiska w organizacji OUN-UPA. Przykładowo, Petro Chomyn „Pyrjan” przeszedł na stanowisko rojowego w SKW „Trembita”, wielu objęło funkcje prowidnyków i komendantów bojówek SB (na przykład Wołodymyr Perżyło „Anchor”), lub przeszło do sotni UPA na stanowiska dowódców rojów i czot, na przykład referent SB OUN Iwan Jałoha, „Jaliweć”, przełożony „Borysa”, przez pewien czas był komendantem żandarmerii w sotni „Zalizniaka”.  Dowódcą wojaków OUN-UPA spoczywających na górze Monastyr był Iwan Szpontak „Zalizniak”. W dniu 7 czerwca 1960 r., gdy odczytano mu akt oskarżenia, przyznał się praktycznie do wszystkich zarzutów za wyjątkiem osobistego udziału w ataku na Cieszanów oraz osobistego zamordowania N. N. mężczyzny przez zmiażdżenie mu czaszki (złamana szczęka) własną nogą obutą w ciężki wojskowy but (przedtem, zanim upadł, bił go batem). Świadkiem tego niezwykłego mordu popełnionego pomiędzy wsiami Łówcza i Brusno był Wołodymyr Górnicki, członek UPA, łącznik sotni „Szuma”.  Szpontak wyjaśnił, że popełnił zarzucane mu czyny jako dowódca przekazujący rozkazy otrzymane od swoich przełożonych, a konkretnie od „Oresta” Myrosława Onyszkewycza i „Stiaha” Jarosława Starucha. Tłumaczył, że za nie wykonanie zostałby zlikwidowany. Przyznał, że palenie wiosek i mordowanie polskiej ludności było realizowaniem postulatu wyparcia jej za rzekę San i przyłączenie „oczyszczonych” w ten sposób terytoriów do Ukrainy. Co jest równoznaczne z przyznaniem się do udziału w ludobójstwie. 

Na procesie Szpontaka świadek Szczepan Maciejko z Chotylubia opowiedział o swojej matce zabranej na przesłuchanie do sztabu Szpontaka znajdującego się w domu gospodarza o nazwisku Bombara w Gorajcu. Matka nigdy nie wróciła. Świadek szukając zwłok matki odkrył około 150 metrów od sztabu Szpontaka masowy grób mieszczący około 20 zwłok, w tym dzieci. Wszystkie zwłoki nosiły oznaki tortur, na przykład połamano im kości nóg.  Ukrainka Katarzyna Pirog z Ułazowa zeznawała o zamordowaniu swojej córki przez kureń „Zalizniaka” jako zdrajczyni narodu ukraińskiego, ponieważ wyszła za mąż za Polaka. Świadek z płaczem prosiła sąd, aby nie uwalniał Szpontaka, lecz ukarał tak samo, jak on postąpił z jej córką i innymi mieszkańcami wsi.  W kolejnym zeznaniu inny świadek poinformował sąd o zamordowaniu przez bojówkę SB OUN na polnej drodze niewidomego młodego chłopca ukraińskiego tylko za to, że grał na harmonii na polskich zabawach. Iwan Szpontak „Zalizniak” przyznał się do wydawania ludobójczych rozkazów, jego podkomendni spoczywający na górze Monastyr z pewnością je wykonywali, ponieważ ci nie subordynowani zostali przez Szpontaka rozstrzelani lub powieszeni i spoczywają w bezimiennych leśnych mogiłach, znane są nazwiska tych Ukraińców.  W interesie zarówno Ukrainy jak i Polski jest nie dopuszczenie do sytuacji, w której napis „Polegli za wolną Ukrainę” będzie odnosił się do morderców dzieci i złoczyńców odcinających dłoń kobiecie, aby zrabować złotą bransoletkę, ponieważ napis taki będzie sankcjonował i zrównywał ludobójstwo z walką o ojczyznę.  Jeśli w pierwszej dekadzie października 2018 r. dojdzie do rozmów między ukraińskim wicepremierem a przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie odblokowania ukraińskiego zakazu prowadzenia przez polskich badaczy prac w miejscach, w których za naszą wschodnią granicą mogą być pochowani nasi rodacy, obie układające się strony powinny tę kwestię głęboko przemyśleć. Zwłaszcza strona ukraińska powinna być świadoma istnienia dowodów na mordowanie przez wojaków Szpontaka i bojówkarzy Pohoryśkiego dzieci ukraińskich, był to skutek stosowania odpowiedzialności zbiorowej, gdy „likwidowano” Ukraińca podejrzanego o donosicielstwo, zabijano wszystkich członków jego rodziny, nawet najmłodsze dzieci.

Nie ma takiej możliwości, aby dzieci, czy to polskie, czy to ukraińskie, były czemukolwiek winne i aby komukolwiek udało się takie zbrodnie usprawiedliwić lub uzasadnić. Jeśli ktoś wierzy, że śmierć z ręki wojsk komunistycznych zmywa grzech dzieciobójstwa, jest w błędzie. Napisy na grobie powinny odzwierciedlać rzeczywistość, a nie fałszować. Fałszywe napisy to krzywda wyrządzana członkom rodzin. Oszukiwanie jednych, modlących się za swoich bliskich, podczas gdy ich w tym grobie nie ma. Okłamywanie drugich, których bliscy faktycznie tam leżą, ale pod obcym nazwiskiem. Należy usunąć nazwiska przepadłych bez wieści członków UPA, a dopisać nazwiska pogrzebanych tam bojówkarzy SB OUN. Na grobie, nie na pomniku! Każdy zmarły, nawet dzieciobójca, ma prawo do grobu, i do napisu na nim: nazwisko, imię, daty narodzin i śmierci. Oczywiście, może być prośba o modlitwę. Szczególnie ludobójcy, mordercy dzieci – bardzo jej potrzebują. Normalne społeczeństwo odmawia im chwały, zagwarantowaną mają tylko hańbę.  Jednak gdy dokonywany jest gwałt na prawdzie polegający na przypisywaniu ludobójcom cech heroicznych, stawiane są im pomniki, obeliski, budzi to naturalny, zwłaszcza u rodzin ich ofiar, odruch sprzeciwu.

Gdy państwo określające normy postępowania ze zbrodniarzami nie potrafi odpowiednimi przepisami zakazującymi powstrzymać gloryfikacji ludobójców, obywatele zmuszeni do bycia świadkami takiego procederu, po zignorowaniu ich słusznych i zgodnych z prawem protestów, sami dążą do przywrócenia naruszonego ładu moralnego.  Czasami przybiera to formy gwałtowne, gdy zdesperowani krewni ofiar niszczą pomniki poświęcone osobom będących w ich mniemaniu mordercami, zbrodniarzami, taki los w roku 2016 spotkał obelisk OUN-UPA na cmentarzu w Werchracie. Zaistniał w cywilizowanym świecie precedens, gdy władze państwowe odmówiły człowiekowi grobu, ponieważ stał się pomnikiem i natchnieniem neonazistów. Dlatego Rudolf Hess nie ma grobu.  W Polsce jest wiele nie rozwiązanych problemów. Jednym z nich, bez sytuowania w hierarchii ważności, jest nielegalne stawianie pomników dla zbrodniarzy z OUN-UPA. Klucz do rozwiązania spoczywa w ręku władz państwowych. Jeśli teraz państwo polskie odbuduje pomnik podkomendnych krwawego „Zalizniaka” lub dzieciobójcy Pohoryśkiego, znajdzie się na równi pochyłej, gdyż jaka siła powstrzyma wtedy pogrobowców OUN-UPA przed postawieniem pomnika dla Czerniawskiego* i Kłepacza? 

*Wołodymyr Czerniawski, sędzia i prokurator OUN-UPA, nazywany tak za pomysłowość w wynajdowaniu rodzajów strasznej śmierci dla Polaków w Podkamieniu, Hucie Pieniackiej i okolicznych wioskach, zwyrodniały sadysta, w Polsce udawał rzymskiego katolika, jednocześnie wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej. Bandę OUN-UPA mordującą Polaków zorganizował razem z księdzem greko-katolickim Kłepaczem. Świadek Jan Bernacki zeznał 25.11.1948 roku w Twardogórze, że banda dowodzona przez Wołodymyra Czerniawskiego i księdza greko-katolickiego Kłepacza skazała brzemienną Polkę o nazwisku Antonina Olaniuk na śmierć przez rozerwanie końmi.

źródło: suozun.org   (2 Październik 2018)

Podobne wpisy:

Komentuj