Jak zbity pies

Dodano 13 września 2013

widok na światSiedzę w pracy. Za oknem widok ponury, nic się nie dzieje. Gdyby nie przejeżdżające co jakiś czas samochody zdawać by się mogło, że ta wiocha umarła całkowicie. Gdzie jest życie? Czy to, że ludzie pozamykali się w swoich bunkrach na trzy spusty, spędzając cały dzień przed odbiornikami tv można nazwać życiem? Smutne jest to, że zamykamy się na innych w taki sposób – przejęci  cyfrowymi nowinkami świata. Umieramy psychiczne odcięci od ludzi i świata, wyalienowani w swoim mentalnym dołku. Jednocześnie tęsknimy za szczerą przyjacielską rozmową z kimś z najbliższego podwórka, nie chcemy egzystencji, chcemy żyć! Zmierzamy ku przepaści, z której nie ma odwrotu…

W oddali jakiś pies ujada… Może jemu jest lepiej, może jego psia dusza nie jest tak zgniła jak ludzka. Może ta istota nie zna bólu jaki zadaje drugi człowiek – bólu serca. Jednak niejednokrotnie męczony przez swojego „najlepszego przyjaciela” – człowieka – cierpi podwójnie. Jest przez człowieka zdradzany w sposób najokrutniejszy, wyrzucany jak niepotrzebna zabawka na śmietnik…
W stosunkach międzyludzkich jest podobnie. Człowiek przywiązuje się do drugiego człowieka, tęskni, kocha – w ogień by za nim skoczył! Jak pies czeka na swojego pana, tak człowiek wyczekuje swojej ukochanej połówki kiedy jej długo nie widzi. Każdy dzień jest dniem bez wyrazu, kiedy jej nie ma przy tobie. Zastanawiasz się co robi w każdej chwili kiedy jej nie widzisz, tak bardzo ci na niej zależy. Jesteś przekonany, że jesteś najważniejszy dla niej – przecież podkreślała to wielokrotnie. Wszystko układa się tak pięknie, jak w bajce..

Przychodzi jednak moment, kiedy wszystko obraca się do góry nogami! Jak pies zostajesz wyrzucony z tej bajki, lądujesz w swoim osobistym piekle, zwanym codziennością. Życie przestaje mieć znaczenie, kiedy wiesz, że osoba na której tak bardzo ci zależy, zostawiła cie. Nie możesz w to uwierzyć, szamoczesz się jak bity pies przywiązany do drzewa. Pęka ci serce, zostałeś sam. Pogrążasz się coraz bardziej w pustce, samotności, rozgoryczeniu. Zaczynasz nienawidzić wszystkiego co cie otacza. Pijesz na umór po to, żeby nie myśleć o tym wszystkim. Pytasz sam siebie – co ja takiego zrobiłem, w czym zawiniłem, dlaczego mnie to spotkało? Nie ma odpowiedzi na to pytanie. Jesteś tylko ty i gnębiąca cie wszechobecna pustka. Staczasz się na dno… Myślisz, żeby skończyć z cierpieniem, skończyć z sobą…

Minęły miesiące, a ty żyjesz
choć umarła jakaś cząstka ciebie…

Dziś pochmurny szary dzień, a ty masz tyle werwy w sobie, że mógłbyś obrócić świat do góry nogami ! Masz już dla kogo żyć!!!

1 Odpowiedź

  1. Joanna napisał(a):

    Piękny wpis…..minęły miesiące, właściwie to już przechodzi w lata a ja żyję…..

Komentuj...