Jakie życie…

Dodano 22 sierpnia 2013

Jakie życie… taka śmierć…
– tak mawiają uczeni w piśmie i faryzeusze…

Czy umrę jak należy? Czy będę godzien być pochowan na cmentarzu parafialnym? Czy moim najbliższym wystarczy na piórnik dla mnie i za „ostatnią przysługę” kaznodziei, który uzna, że mogę zostać nawozem pod koniczynę jego cmentarza? Wiele pytań, odpowiedzi konkretnej brak…

Jestem grzesznikiem, jak każdy inny… Nie wstydzę się przyznać do tego! Czy żyję zgodnie z kodeksem? Nie wiem… Ten kto mnie będzie oceniał na końcu mej ścieżki będzie znał odpowiedź na to pytanie, póki co nikt nie ma prawa mnie oceniać!!!

Póki co żyję z dnia na dzień i dobrze mi z tym. Nie rozmyślam jak inni o trumnach i miejscu na cmentarzu, nie odkładam pieniędzy na uroczysty pochówek… Żyję sobie. Na pewno chciałbym umrzeć jako Wolny Człowiek, nie jak ścierwo, które nie może spojrzeć sobie w lustro. Trudno mi stwierdzić czy żyję jak prawowity Polak – Katolik. Z jednej strony patrząc na ogół i na wymagania, jakie stawia polska zaściankowa katolicka wszechobecna społeczność, mogę powiedzieć, że jestem przeciwieństwem walorów tego przemiłego środowiska… Z drugiej jednak strony jako człowiek żyjący zgodnie ze swoim systemem wartości, zgodnie ze swoim własnym sumieniem, mogę stwierdzić, że nie wykraczam tak bardzo poza święte normy. Jakie to normy, zależy jak na to popatrzeć. Ja patrzę na to ze swojej strony, strony mojego światła… Nie mam tu na myśli powierzchownej formy bytu skażonej fałszem, gorejącej miłością do bliźniego a zarazem pragnącej śmierci brudu, który odstaje od tych wszystkich miłosiernych prawideł, brudu nie godnego życia w ich otoczeniu! Osoby przemiłe swemu panu, którym jest…. w imię jego opluwają śmieci gatunku, który nie godzien jest nazywać się człowiekiem, zakrywając się krzyżem i świętą trójcą przed prawdą z którą boją się mierzyć… Smutne, ale prawdziwe… Szkoda tylko, że osoby pokroju „Sędzia Bytu” wypełniają 90 % mojego życia…

Tragedią życia każdego rozumnego jest życie życiem innych… Kto już to pojął po części powinien być zbawiony! Ktoś kto żyje swoim życiem, ktoś kto nie miesza się w życie innych -zasługuje na pierwszeństwo do raju, pod warunkiem, że nie wykracza poza pewne granice… Czym są te granice? Przede wszystkim własne sumienie, niesplamione gnojem bytu. Sumienie jest tak jakby twoją śnieżnie białą stroną – wyznacznikiem, z którym trzeba się liczyć – to twój jedyny głos, który musisz brać pod uwagę! Splamienie jej to zerwanie ze swoimi zasadami, to zepsucie jej skażonym śmierdzącym gównem! Moje sumienie na pewno nie pozwoli mi zabijać i krzywdzić innych dla swoich prywatnych korzyści, brzydzę się tym!!!

Jak oceni mnie ludzkość? Mam to gdzieś!

Komentuj...