Ostatni nabój – Lech Makowiecki

Dodano 28 lutego 2016

Zapadam w ciemność i las,
To moje życie, to mój dom…
Przyjaciel-Księżyc w porę zgasł…
Mateczka-Noc okryła mgłą…

Już nie mam dokąd uciec stąd
A nogi nie chcą nosić mnie
Domyka się obławy krąg…
Do rana sam wykrwawię się…

Za to, że wolnym chciałem być
Ścigają mnie jak sfora psów
co na smyczy wolą żyć a
I nie podniosą nigdy głów

Moja wolności, nie znał cię
Żaden niewolnik, żaden pies
Dla nich obroża — zwykła rzecz.
Dla mojej szyi pętlą jest…
Dla mej wolności…

Tylu przyjaciół przeszło już
Na drugą stronę, w lepszy świat
Garbate krzyże pokrył kurz
W dziurawych hełmach gwiżdże wiatr

Szukali Światła w mroczne dni
Przed Bogiem tylko chyląc kark
Pośród klęczących dumnie szli
W pogardzie mając każdy targ
Za to, że wolnym pragnę być…

Wstaje świt, opada mgła
Nadchodzi nowy, piękny dzień
Moja wolności, przy mnie trwaj
Najbardziej teraz kocham cię

Ostatni nabój… Krzyża znak…
Burzy się krew… Szczęknęła broń…
Wybaczcie, jeśli coś nie tak…
Przez chwilę lufa chłodzi skroń…
Za to, że wolnym chciałem być…

Nie płacz, kochanie, twe łzy
Bardziej mnie ranią niźli cierń
To już nie boli… To nic…
Nareszcie odnalazłem Cię…

Komentuj...