Przypadek zjedzenia ludzkiego mięsa w Oświęcimiu

Dodano 23 września 2014

W kacecie rozkaz brzmi zwięźle. Tu nie mówi się więźniowi, w jaki sposób ma wykonać rozkaz, jak zdobyć przedmioty konieczne do zrealizowania polecenia. Rozkaz trzeba wykonać i koniec!
I oto jestem teraz w takiej sytuacji. Rozkazano mi ugotować dwa trupy! W czym i gdzie? Zwracam się do Oberscharfuhrera Muhsfeldta, żeby mi pomógł. Komunikuję mu, że mam ugotować zwłoki, ale nie wiem, w czym to zrobić. Nawet on słucha tego z przerażeniem. Zastanawia się, przypomina sobie, że w magazynie znajdują się dwie bezużyteczne, wielkie żelazne beczki.
Oddaje mi do dyspozycji te dwie beczki i radzi, abym na podwórzu zbudował z cegieł palenisko i umieścił je nad nim. Tak też robię. Na podwórzu przygotowano palenisko i umieszczono na nim obie beczki z potworną zawartością. Rozpoczyna się gotowanie. Dwóch ludzi z Sonderkommanda dokłada drzewa do ognia. Po pięciu godzinach i wielokrotnych próbach przekonuję się, że mięso zaczyna oddzielać się od kości. Przerywamy palenie, ale beczki pozostają jeszcze przez jakiś czas na dworze, aby ostygły.
Siadam w ocienionym miejscu w pobliżu beczek i czytam książkę. Dokoła cisza. Dziś krematoria nie pracują. Czterech murarzy z obozu Oświęcim I remontuje komin.
Już zmierzcha. Beczki chyba ostygły, zbieram się więc, aby wstać i zająć się procesem preparacji, kiedy nagle przybiega jeden z ludzi postawionych przy palenisku i całkowicie wyprowadzony z równowagi krzyczy:
– Doktorze! Polacy jedzą mięso z beczek!
Gwałtownie wstaję i pędzę do paleniska. Czterech więźniów w pasiakach stoi sparaliżowanych przerażeniem przy beczkach. To murarze, Polacy. Zakończyli swoją pracę i czekali na eskortę, która miała ich odprowadzić do baraków Oświęcimia. Zagłodzeni ludzie rozglądali się za czymś do zjedzenia i w ten sposób odkryli pozostawione na chwilę bez dozoru kadzie. Myśleli, że gotuje się w nich mięso dla Sonderkommanda. Powąchali, wyjęli kilka większych kawałków mięsa, odkroili i żarłocznie zaczęli jeść. Niedługo jednak, bo niebawem wrócili obaj dyżurni i zauważyli, co się stało. Kiedy murarze dowiedzieli się, co jedli, skamienieli, jakby tknięci paraliżem.
Po wykąpaniu kości w benzynie nasz laborant z dużą umiejętnością skonstruował szkielety. Oba szkielety położono na stole w sali, w której jeszcze dzień wcześniej badałem żywe ofiary. Doktor Mengele był bardzo zadowolony.

Fragment pochodzi z książki „Byłem asystentem doktora Mengele” – Miklos Nyiszli

Skomentuj