Śmierć oczami więźnia

Dzień w dzień dziesiątki nagich trupów wywozi się z pola, a wycieńczeni głodem często podczas długich apeli oddają swoje ostatnie tchnienie. Setki ludzi przypatruje się temu bezradnie i nawet obojętnie. Taki los i mnie czeka, gdybym konał na placu. Śmierć straciła zupełnie swój majestat, swoją niecodzienność, przestała być straszna. Jeszcze przed chwilą kolega rozmawiał z nami – a oto przestał już oddychać, a przejście zdaje się takie łatwe, tylko powrót stamtąd jest niemożliwy. Śmierć stała się czymś powszechnym, że nie robi już żadnego wrażenia. Pozbawiona została romantycznej aureoli bohaterskiego zgonu żołnierza na polu chwały. Jaką tajemniczością omawiany był mit gracki, który nakazywał kłaść zmarłym pod język obol, by mogli opłacić Charonowi przeprawienie ich przez błotnisty Styka, który siedmiokrotnie opasywał Hades.

Majdanek 1944. Obóz po wyzwoleniu

My tu stoimy codziennie nad Styksem, drugi brzeg bardzo bliski, a przeprawa bezpłatna. Wystarczy przestać oddychać, aby świat esesmanów, kapów, drutów kolczastych przepadł w wieczności. Jakie to łatwe! Rzeczywiście można powiedzieć, że apele odbywają się sub specie aeternitatis. […]

Fragment pochodzi z książki „485 dni na Majdanku” – Jerzy Kwiatkowski

Komentuj...